Komisja Europejska postawiła kolejny krok w realizacji pakietu legislacyjnego Omnibus I, kierując do publicznych konsultacji projekt zrewidowanych standardów korporacyjnego raportowania zrównoważonego rozwoju. Nowe propozycje zakładają istotne uproszczenie dotychczasowych wymogów — firmy miałyby przekazywać znacznie mniej informacji niż przewidywały pierwotne regulacje. To kontrowersyjna zmiana, która dzieli środowiska biznesowe, ekologiczne i regulacyjne po obu stronach debaty.
Czym jest pakiet Omnibus I i skąd pomysł na zmiany?
Omnibus I to inicjatywa legislacyjna Komisji Europejskiej, której celem jest uproszczenie i konsolidacja szeregu unijnych przepisów dotyczących zrównoważonego rozwoju przedsiębiorstw. W jej centrum znalazły się m.in. Dyrektywa o sprawozdawczości w zakresie zrównoważonego rozwoju przedsiębiorstw (CSRD) oraz powiązane z nią Europejskie Standardy Sprawozdawczości w zakresie Zrównoważonego Rozwoju (ESRS).
Pierwotne regulacje CSRD, przyjęte w 2022 roku, zobowiązywały tysiące europejskich firm do szczegółowego raportowania wpływu swojej działalności na środowisko, kwestie społeczne i ład korporacyjny — czyli w obszarach znanych pod zbiorczym skrótem ESG (Environmental, Social, Governance). Wdrożenie tych przepisów spotkało się jednak z szeroką krytyką ze strony biznesu, który wskazywał na nadmierne obciążenia administracyjne i koszty compliance.
W odpowiedzi na te głosy Komisja Europejska zdecydowała się na rewizję podejścia. Projekt skierowany do konsultacji przewiduje znaczące okrojenie zakresu informacji, jakie przedsiębiorstwa będą musiały ujawniać w ramach obowiązkowej sprawozdawczości.
Co konkretnie zmienia projekt standardów?
Choć pełna treść projektu konsultacyjnego jest aktualnie analizowana przez zainteresowane strony, kluczowym kierunkiem zmian jest ograniczenie liczby i szczegółowości wymaganych wskaźników raportowania. Dotychczasowe standardy ESRS były uznawane za jedne z najbardziej rozbudowanych i wymagających na świecie — nowy projekt ma tę złożoność wyraźnie zredukować.
W praktyce oznacza to, że firmy objęte nowymi przepisami mogłyby raportować mniej danych na temat m.in.:
- swojego śladu węglowego i emisji gazów cieplarnianych w całym łańcuchu dostaw,
- wpływu na bioróżnorodność i ekosystemy,
- warunków pracy u dostawców i podwykonawców,
- ryzyk i szans związanych ze zmianami klimatycznymi.
Projekt jest obecnie na etapie konsultacji publicznych, co oznacza, że organizacje pozarządowe, przedsiębiorstwa, stowarzyszenia branżowe i instytucje naukowe mogą zgłaszać uwagi i propozycje zmian.
Głosy za i przeciw — debata wokół uproszczenia
Propozycja Komisji wywołała ożywioną debatę. Zwolennicy uproszczenia — przede wszystkim reprezentanci świata biznesu i część państw członkowskich — argumentują, że nadmierna biurokracja związana z raportowaniem ESG osłabia konkurencyjność europejskich firm, szczególnie w zestawieniu z ich odpowiednikami ze Stanów Zjednoczonych czy Azji. W dobie spowolnienia gospodarczego i presji inflacyjnej dodatkowe obciążenia administracyjne mogą być dla wielu przedsiębiorstw nie do udźwignięcia.
Zupełnie inaczej na sprawę patrzą organizacje ekologiczne i część inwestorów instytucjonalnych. Ich zdaniem okrojenie standardów raportowania to krok wstecz w budowaniu transparentności rynkowej i rozliczalności firm za ich wpływ na środowisko. Szczegółowe dane ESG są bowiem coraz częściej wykorzystywane przez fundusze inwestycyjne do oceny ryzyka klimatycznego i podejmowania decyzji o alokacji kapitału.
Uproszczenie raportowania nie może oznaczać jego upozorowania. Inwestorzy i obywatele mają prawo wiedzieć, jak firmy rzeczywiście wpływają na planetę — a to wymaga twardych danych, nie ogólników.
Taki głos jest charakterystyczny dla środowisk, które obawiają się, że deregulacja w obszarze ESG otworzy drzwi do tzw. greenwashingu — czyli powierzchownego i mylącego przedstawiania działań proekologicznych przez firmy.
Polska perspektywa — co to oznacza dla polskich przedsiębiorstw?
Polska jest jednym z krajów, w których wdrożenie dyrektywy CSRD budziło szczególnie duże obawy wśród przedsiębiorców. Rodzime firmy — zwłaszcza te z sektora MŚP, które miały zostać objęte przepisami w kolejnych etapach — sygnalizowały brak przygotowania kadrowego, narzędziowego i finansowego do spełnienia rozbudowanych wymogów sprawozdawczych.
Z tego punktu widzenia uproszczenie standardów może być odczytywane jako ulga dla polskiego biznesu. Jednak eksperci ds. zrównoważonego rozwoju ostrzegają, że firmy, które zainwestowały już w systemy raportowania ESG i budowanie kompetencji w tym obszarze, mogą poczuć się zdezorientowane zmianą kierunku regulacyjnego.
Warto też zauważyć, że duże polskie przedsiębiorstwa — szczególnie te notowane na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie lub działające w ramach europejskich grup kapitałowych — i tak będą musiały stosować się do wymogów ESG narzucanych przez zagranicznych właścicieli lub partnerów biznesowych. Presja rynkowa w tym zakresie jest niezależna od regulacji unijnych.
Kolejne kroki — co dalej z Omnibus I?
Projekt skierowany do konsultacji to nie koniec procesu legislacyjnego. Po zebraniu uwag od zainteresowanych stron Komisja Europejska będzie musiała opracować ostateczną wersję standardów, która następnie trafi pod obrady Parlamentu Europejskiego i Rady UE. Biorąc pod uwagę złożoność polityczną całego procesu i rozbieżność interesów poszczególnych krajów członkowskich, finalne kształt przepisów może jeszcze wielokrotnie ulec zmianie.
Równolegle toczą się prace nad innymi elementami pakietu Omnibus, które dotyczą m.in. dyrektywy o należytej staranności w łańcuchach dostaw (CS3D) oraz taksonomii UE. Łącznie zmiany te mogą fundamentalnie przeprojektować europejski system regulacji zrównoważonego rozwoju — w kierunku, który część ekspertów ocenia jako pragmatyczny, a część jako cofnięcie się o kilka kroków.
ESG w odwrocie czy korekta kursu?
Propozycje w ramach Omnibus I wpisują się w szerszy trend, który obserwujemy w ostatnich miesiącach zarówno w Europie, jak i na świecie. Po kilku latach intensywnego budowania architektury regulacyjnej wokół ESG i zrównoważonego rozwoju, nastąpiło wyraźne przesilenie. Część decydentów politycznych i środowisk biznesowych domaga się zatrzymania lub odwrócenia tego procesu, wskazując na jego ekonomiczne koszty.
Zwolennicy ambitnej polityki klimatycznej kontrargumentują, że koszty zaniechania — czyli brak transparentności, narastające ryzyko klimatyczne i niemożność efektywnej alokacji zielonego kapitału — będą w długim terminie o wiele wyższe niż koszty compliance.
Jedno jest pewne: debata wokół Omnibus I to nie tylko spór o arkusze raportowania. To starcie dwóch wizji europejskiej gospodarki — tej stawiającej na regulacyjne przyspieszenie transformacji i tej, która woli dać rynkowi więcej czasu i swobody. Wynik tej batalii zadecyduje o tym, jak transparentna i odpowiedzialna będzie europejska gospodarka w nadchodzącej dekadzie.
Konsultacje publiczne dotyczące projektu standardów trwają — zainteresowani mogą zapoznać się z dokumentami i przesłać swoje uwagi za pośrednictwem oficjalnych kanałów Komisji Europejskiej.
