Po przejściu przez Sejm i Senat nowelizacja ustawy o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę i odprowadzaniu ścieków ponownie trafia na biurko prezydenta. To kolejna odsłona wieloletnich starań o wdrożenie unijnej dyrektywy dotyczącej jakości wody pitnej – implementacja, która w Polsce opóźnia się już od niemal trzech lat. Dla branży wodociągowej, samorządów i milionów polskich konsumentów decyzja głowy państwa będzie miała daleko idące konsekwencje.
Długa droga do wdrożenia unijnej dyrektywy
Unijna dyrektywa w sprawie jakości wody przeznaczonej do spożycia przez ludzi zobowiązuje państwa członkowskie do gruntownej modernizacji systemu monitorowania i zarządzania jakością wody. Polska powinna była wdrożyć te przepisy już kilka lat temu, jednak proces legislacyjny napotkał poważne trudności. Poprzednia wersja nowelizacji została zawetowana przez prezydenta jako nazbyt rozbudowana regulacyjnie i nakładająca nadmierne obciążenia na samorządy oraz przedsiębiorstwa wodociągowe.
Obecny projekt ma być efektem kompromisu wypracowanego wspólnie przez rząd, samorządy lokalne i przedstawicieli branży wodociągowej. Jak podkreślają zaangażowane strony, priorytetem było stworzenie przepisów realnych do wdrożenia – zarówno pod względem organizacyjnym, jak i finansowym. Czas nagli: dalsze opóźnienia grożą Polsce unijnymi karami finansowymi za brak implementacji dyrektywy.
Odpowiedzialność za jakość wody aż do domowego kranu
Jedną z kluczowych zmian, które wprowadza nowelizacja, jest rozszerzenie odpowiedzialności za jakość wody pitnej. Dotychczas ciążyła ona przede wszystkim na przedsiębiorstwach wodociągowych, które odpowiadały za dostarczenie wody do punktu przyłączenia do budynku. Nowe przepisy przesuwają ten punkt odpowiedzialności bezpośrednio do miejsca, w którym woda trafia do szklanki konsumenta – czyli do domowego kranu.
W praktyce oznacza to, że odpowiedzialność za stan techniczny instalacji wewnętrznych budynków spadnie na ich zarządców i właścicieli. To zmiana o ogromnym znaczeniu praktycznym – eksperci od lat wskazują, że to właśnie wewnętrzne instalacje, zwłaszcza te przestarzałe, wykonane ze starych materiałów, są jednym z głównych źródeł pogorszenia jakości wody na ostatnim odcinku drogi do odbiorcy. Problem ten dotyczy szczególnie starszego budownictwa mieszkaniowego, w tym bloków z wielkiej płyty, gdzie rury mogą być mocno wyeksploatowane.
Plany bezpieczeństwa wody i nowe standardy monitorowania
Nowelizacja wprowadza również obowiązek wdrożenia tzw. planów bezpieczeństwa wody – narzędzia zarządczego opartego na analizie ryzyka, które ma objąć cały łańcuch dostaw: od ujęcia wody, przez sieć przesyłową i dystrybucyjną, aż po instalacje wewnętrzne w budynkach. Oznacza to konieczność dokładniejszego, systematycznego monitorowania całego systemu wodociągowego.
Część przedsiębiorstw wodociągowych w Polsce już dziś stosuje podobne podejście do zarządzania ryzykiem, jednak brak jednolitych przepisów krajowych utrudniał pełną standaryzację tych działań. Nowe regulacje mają ten stan zmienić i zapewnić porównywalny poziom bezpieczeństwa dostaw wody w całym kraju – niezależnie od tego, czy mówimy o dużym miejskim systemie wodociągowym, czy o małej sieci obsługującej wiejską gminę.
Dostęp do wody dla osób zagrożonych ubóstwem wodnym
Nowelizacja zawiera również przepisy o wymiarze społecznym. Gminy zostaną zobowiązane do identyfikowania grup mieszkańców zagrożonych tzw. ubóstwem wodnym – czyli osób, które ze względów ekonomicznych mogą mieć utrudniony dostęp do czystej wody pitnej. Samorządy będą musiały zapewnić tym grupom odpowiednie wsparcie, na przykład poprzez systemy pomocy społecznej lub organizację publicznych punktów poboru wody.
To rozwiązanie, choć słuszne z perspektywy ochrony praw socjalnych obywateli, rodzi pytania o finansowanie. Wiele polskich gmin – zwłaszcza tych małych i słabiej rozwiniętych gospodarczo – już teraz boryka się z napięciem budżetowym. Nałożenie dodatkowych obowiązków bez zapewnienia odpowiednich środków może stanowić poważne wyzwanie.
44 miliardy złotych – skąd wziąć pieniądze na modernizację?
Szacunki Ministerstwa Infrastruktury są jednoznaczne i robią wrażenie: wdrożenie dyrektywy i modernizacja całego systemu wodociągowo-kanalizacyjnego w Polsce może kosztować nawet 44 miliardy złotych. To kwota, której branża wodociągowa nie jest w stanie pozyskać wyłącznie z opłat pobieranych od odbiorców – bez radykalnych podwyżek cen wody, które uderzyłyby przede wszystkim w najsłabszych ekonomicznie mieszkańców.
Przedsiębiorstwa wodociągowe i samorządy wskazują, że kluczowe będzie wsparcie z funduszy publicznych – zarówno krajowych, jak i unijnych. Polska ma do dyspozycji środki z Funduszy Europejskich na lata 2021–2027, w tym z programów regionalnych i Krajowego Planu Odbudowy. Efektywne ich wykorzystanie będzie miało decydujące znaczenie dla tempa i zakresu modernizacji infrastruktury wodociągowej.
Straty wody w sieci – problem realny, ale nie katastrofalny
W kontekście reformy przepisów wraca również temat strat wody w systemach wodociągowych. W ostatnich latach w przestrzeni publicznej pojawiały się alarmistyczne doniesienia o ogromnej skali marnotrawstwa wody. Eksperci studzą jednak te obawy: w polskich miastach straty wody są relatywnie niskie i porównywalne z innymi krajami europejskimi. Większym problemem są obszary wiejskie, gdzie infrastruktura jest bardziej rozproszona i niejednokrotnie mocno wyeksploatowana – tam straty mogą sięgać kilkunastu procent przesyłanej wody.
Ograniczenie strat wymaga kosztownych inwestycji w nowoczesny monitoring sieci oraz wymianę lub modernizację starych rurociągów. To kolejny argument za koniecznością zapewnienia solidnego finansowania całego procesu modernizacji sektora wodociągowego.
Co dalej – decyzja prezydenta przesądzi o kierunku zmian
Podpisanie ustawy przez prezydenta otworzy drogę do długo wyczekiwanej modernizacji systemu zaopatrzenia w wodę pitną w Polsce. Szybkie przyjęcie przepisów pozwoli uniknąć unijnych sankcji finansowych i uruchomić procesy inwestycyjne, na które sektor czeka od lat. Jednocześnie wyzwaniem pozostaje wypracowanie realistycznego modelu finansowania – takiego, który nie przerzuci całego ciężaru reform na barki konsumentów i mniejszych samorządów.
Dla polskich mieszkańców najważniejszy efekt nowych przepisów powinien być odczuwalny w sposób najprostszy z możliwych: czystsza, bezpieczniejsza woda płynąca z kranów w całym kraju – niezależnie od tego, czy mieszkają w centrum dużego miasta, czy w małej miejscowości na prowincji.
