Pomimo ogłoszenia dwutygodniowego rozejmu w konflikcie w Zatoce Perskiej i rozpoczęcia negocjacji między USA a Iranem, żaden metanowiec z gazem LNG nie przeszedł przez Cieśninę Ormuz. Sytuacja ta pogłębia europejski kryzys energetyczny i rodzi nowe zagrożenia dla sektora transportu lotniczego.
Blokada dostaw gazu LNG trwa nadal
Pierwsza runda negocjacji amerykańsko-irańskich zakończyła się w niedzielę 11 kwietnia, jednak nie przyniosła oczekiwanego odblokowania kluczowej trasy transportowej. Przez Cieśninę Ormuz przeszły jedynie nieliczne tankowce z ropą naftową przeznaczone dla rynków Dalekiego Wschodu, ale tylko po uiszczeniu opłat na rzecz Irańczyków.
Według informacji „Financial Times”, stawka „przejazdu” wynosi dolara za baryłkę ropy i musi być płacona w bitcoinie lub chińskiej walucie. Większość metanowców wciąż pozostaje na wodach Zatoki, nie decydując się na próbę wypłynięcia na Ocean Indyjski.
Długotrwałe skutki dla infrastruktury gazowej
Katarczycy, reagując na wieści o rozejmie, rozpoczęli procedurę uruchamiania instalacji Ras Laffan. Jednak według ekspertów „The Economist”, pełna naprawa instalacji może potrwać około trzech lat, co oznacza długotrwałe konsekwencje dla europejskiego rynku gazu.
W reakcji na ogłoszenie rozejmu przez Donalda Trumpa, europejskie ceny gazu na TTF spadły o 15%, osiągając poziom 45 euro za MWh. Jest to jednak spadek wynikający raczej ze spekulacji niż rzeczywistej poprawy sytuacji dostaw.
Zagrożenie dla sektora lotniczego
Szczególnie niepokojącym aspektem kryzysu jest brak dostaw paliwa lotniczego Jet-A1 z regionu Zatoki Perskiej. Organizacja europejskich lotnisk ACI Europe wysłała alarmujące ostrzeżenie do Komisji Europejskiej, informując, że przy obecnym tempie zużywania zapasów, w maju może zacząć brakować kerosenu.
Konsekwencje tej sytuacji mogą być dramatyczne dla nadchodzącego sezonu wakacyjnego. Cena paliwa lotniczego wzrosła już dwukrotnie, a przewoźnicy otwarcie mówią o konieczności anulowania rejsów. To oznacza, że wakacyjne plany milionów Europejczyków mogą stanąć pod znakiem zapytania.
Polski kontekst i reakcja Komisji Europejskiej
W obliczu rosnących cen paliw, Komisja Europejska przypomniała Polsce i Hiszpanii o ograniczeniach w obniżaniu VAT na paliwa kopalne. Oba kraje zdecydowały się na obniżkę tego podatku na benzynę i olej napędowy, co KE uznała za niezgodne z regulacjami. Komisja zaleca raczej obniżenie akcyzy jako alternatywne rozwiązanie.
Reakcja polskiego rządu na te uwagi pozostaje niejasna, ale wszystko wskazuje na to, że Warszawa może zignorować zalecenia Brukseli, szczególnie że Komisja nie grozi na razie żadnymi konkretnymi konsekwencjami.
Spekulacje na rynkach surowcowych
Ciekawym aspektem całej sytuacji są spekulacje finansowe towarzyszące oświadczeniom amerykańskiego prezydenta. Tuż przed pokojowym wystąpieniem Trumpa, inwestorzy postawili prawie miliard dolarów na spadki cen ropy, osiągając znaczne zyski gdy ceny Brent spadły ze 110 do 95 dolarów za baryłkę dla kontraktów majowych.
Podobna sytuacja miała miejsce 23 marca, gdy wolumen krótkiej sprzedaży na ropie wyniósł około 500 milionów dolarów. Demokraci wzywają nadzór finansowy do wszczęcia postępowań sprawdzających, podejrzewając wykorzystanie informacji poufnych.
Długoterminowe konsekwencje dla Europy
Obecny kryzys pokazuje, jak bardzo Europa jest uzależniona od dostaw energii z niestabilnych regionów świata. Blokada Cieśniny Ormuz, przez którą przepływa znaczna część światowych dostaw gazu LNG i paliwa lotniczego, może mieć długotrwałe konsekwencje dla europejskiej gospodarki.
Sytuacja ta może również przyspieszyć europejskie wysiłki na rzecz dywersyfikacji źródeł energii i inwestycji w odnawialne źródła energii, choć w perspektywie krótkookresowej Europa pozostaje uzależniona od importu surowców energetycznych z regionów objętych konfliktami.
