Środki przeciw pchłom i kleszczom, które co roku kupują miliony właścicieli psów i kotów, mogą być jednym z ukrytych czynników przyczyniających się do dramatycznego spadku populacji ptaków śpiewających. Takie wnioski płyną z najnowszych badań opublikowanych w kwietniu 2026 roku przez naukowców w Wielkiej Brytanii, którzy przeanalizowali próbki piór pięciu pospolitych gatunków ptaków ogrodowych.
Co znaleziono w piórach ptaków?
Wyniki badań są alarmujące. Niemal w każdej próbce piór przebadanych ptaków wykryto obecność co najmniej jednej z trzech substancji czynnych: permetryną, imidakloprydem lub fipronilu. Wszystkie trzy związki należą do grupy insektycydów, które od lat są zakazane do stosowania w rolnictwie na terenie Unii Europejskiej i Wielkiej Brytanii ze względu na ich szkodliwy wpływ na środowisko naturalne, a w szczególności na owady zapylające. Mimo to nadal znajdują szerokie zastosowanie w weterynaryjnych preparatach przeciwpasożytniczych dostępnych dla właścicieli zwierząt domowych.
Wykryte substancje to neurotoksyny — związki chemiczne oddziałujące bezpośrednio na układ nerwowy. Badania potwierdzają, że ich obecność w organizmach ptaków może prowadzić do:
- uszkodzeń mózgu i zaburzeń układu nerwowego u dorosłych osobników,
- śmierci zarodków i piskląt jeszcze przed wykluiem,
- osłabienia zdolności rozrodczych populacji.
Skąd insektycydy trafiają do ptasich piór?
Droga, jaką toksyczne substancje pokonują, zanim dotrą do ptasich piór, jest złożona. Preparaty na pchły i kleszcze są nakładane bezpośrednio na skórę lub sierść zwierząt domowych — psów i kotów, które następnie swobodnie poruszają się po ogrodach i terenach zielonych. Toksyczne związki mogą przenikać do gleby, wody deszczowej oraz roślinności. Ptaki z kolei wchłaniają je podczas żerowania na owadach, które same uległy skażeniu, a także przez bezpośredni kontakt ze środowiskiem.
Warto zauważyć, że imidaklopryd — jeden z wykrytych związków — należy do grupy neonikotynoidów, insektycydów od lat krytykowanych przez ekologów za masowe wymieranie pszczół i innych owadów zapylających. Ich rolnicze stosowanie zostało zakazane w UE w 2018 roku, jednak droga przez preparaty weterynaryjne nadal pozwala tym substancjom przedostawać się do ekosystemów.
Organizacje ochrony przyrody żądają działań
W odpowiedzi na wyniki badań organizacje ochrony przyrody w Wielkiej Brytanii wezwały rząd do wprowadzenia restrykcji w sprzedaży i stosowaniu wspomnianych preparatów weterynaryjnych. Konserwatyści środowiskowi podkreślają, że nie można dłużej akceptować sytuacji, w której substancje zbyt niebezpieczne dla rolnictwa pozostają powszechnie dostępne w sklepach zoologicznych i gabinetach weterynaryjnych bez żadnych dodatkowych ograniczeń.
Zakazaliśmy tych substancji w rolnictwie, bo wiedzieliśmy, że szkodzą dzikiej przyrodzie. Czas zadać sobie pytanie, dlaczego wciąż pozwalamy im wnikać do środowiska przez inną furtkę — powszechne preparaty na pchły dla zwierząt domowych.
Przebadane gatunki należą do grupy powszechnie spotykanych ptaków ogrodowych w Wielkiej Brytanii. Wiele z nich — jak wróble, szpaki czy sikory — odnotowuje w ostatnich dekadach znaczące spadki liczebności, a naukowcy coraz częściej wskazują na zanieczyszczenie chemiczne środowiska jako jeden z kluczowych czynników tego procesu.
Jak wygląda sytuacja w Polsce?
Problem opisywany przez brytyjskich badaczy dotyczy również Polski, choć rodzime badania w tym zakresie są wciąż nieliczne. Permytryna, fipronil i imidaklopryd są powszechnie dostępne w polskich preparatach weterynaryjnych — w kroplach spot-on, opaskach przeciwpchelnych oraz aerozolach. Miliony polskich właścicieli psów i kotów stosują je regularnie, często nie zdając sobie sprawy z potencjalnego ryzyka dla lokalnej fauny.
Tymczasem Polska należy do krajów europejskich, w których populacje pospolitych ptaków krajobrazu rolniczego i miejskiego kurczą się w niepokojącym tempie. Według danych Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska oraz organizacji takich jak Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Ptaków (OTOP), wiele gatunków wcześniej uznawanych za pospolite — w tym wróbel domowy, jaskółka oknówka czy pliszka — notuje kilkudziesięcioprocentowe spadki liczebności od lat 80. XX wieku.
Warto podkreślić, że w Polsce, podobnie jak w Wielkiej Brytanii, sprzedaż weterynaryjnych preparatów zawierających fipronil czy neonikotynidy nie jest ograniczona. Część z nich dostępna jest bez recepty weterynaryjnej w sklepach zoologicznych i drogeriach, co oznacza masowe stosowanie bez jakiejkolwiek kontroli środowiskowej.
Co mogą zrobić właściciele zwierząt?
Choć ostateczna odpowiedzialność za regulacje spoczywa na rządach i instytucjach unijnych, indywidualni właściciele zwierząt domowych również mogą podjąć działania ograniczające ryzyko dla środowiska:
- Skonsultuj się z weterynarzem w sprawie alternatywnych metod ochrony przed pasożytami — istnieją preparaty oparte na substancjach o mniejszym ryzyku środowiskowym.
- Unikaj nadmiernego stosowania preparatów chemicznych — aplikuj je tylko wtedy, gdy jest to rzeczywiście konieczne, zgodnie z zaleceniami weterynarza.
- Nie stosuj preparatów przeznaczonych dla psów u kotów — wiele z nich zawiera wyższe stężenia substancji aktywnych, niebezpieczne również dla środowiska.
- Zainteresuj się mechanicznymi metodami ochrony, takimi jak regularne czesanie specjalną grzebieniem lub sprawdzanie sierści po spacerach w terenie.
Regulacje unijne — czy coś się zmienia?
Kwestia stosowania pestycydów w produktach weterynaryjnych jest od kilku lat przedmiotem debat na poziomie Unii Europejskiej. Europejska Agencja Leków (EMA) prowadzi oceny ryzyka środowiskowego dla weterynaryjnych substancji czynnych, jednak krytycy wskazują, że procedury te są niewystarczające i zbyt wolne wobec tempa ubytku bioróżnorodności.
Strategia UE na rzecz bioróżnorodności do 2030 roku zakłada ograniczenie stosowania pestycydów o 50% oraz ochronę co najmniej 30% obszarów lądowych i morskich. Jednak eksperci zaznaczają, że bez uwzględnienia weterynaryjnych źródeł skażenia środowiska cele te mogą być trudne do osiągnięcia.
Najnowsze badania z Wielkiej Brytanii mogą stać się ważnym impulsem do rewizji przepisów dotyczących dostępności preparatów weterynaryjnych zawierających substancje zakazane w rolnictwie. Pytanie, czy europejskie instytucje — a wraz z nimi Polska — zareagują wystarczająco szybko, by powstrzymać dalszy spadek populacji ptaków śpiewających.
